Samotny człowiek

Wyobraźnię jej zajmo¬wała w tej chwili wizja samotnego człowieka - jak ujrzała go po raz pierwszy powalonego na posłanie, obezwładnionego przez febrę, który jednak do ostat¬niego uderzenia serca, mocą dziwnej alchemii rasy, nie rezygnował z prawa panowania, pozostał uznanym władcą. Bardzo to smutne - odezwała się wreszcie - lecz uwierzyć trzeba, że wyłącznie biali stworzeni są do rządzenia. Nie daje mi to zresztą żadnej satysfakcji - zapewniał Sheldon. Klnę się na Boga, że sam nie wiem, czemu się tu znalazłem. Ale jeśli już jestem - nie potrafię się cofnąć. Ślepe przeznaczenie rasy - odrzekła, uśmiechając się jak przez mgłę. My, biali, jesteśmy od zamierzchłych czasów łupieżcami ziemi i morza. Taka już krew w nas płynie i nie możemy uciec od własnego losu. Nigdy nie myślałem o tym tak oderwanie - wyznał. - Dziwiłem się tyl¬ko, po co tu zawędrowałem. O zachodzie maleńki kecz przybił do brzegu i zarzucił kotwicę. W chwilę po¬tem szyper wyszedł na ląd. Był to dwudziestoletni młodzieniec o głosie nie¬śmiałym i powolnej mowie.