Rozbestwione czarnuchy
Czarni doszli do wniosku, że się boimy. Dzisiaj czerwienię się na myśl o własnej głupocie. Grożono nam, obrażano nas. Nie reagowaliśmy, wierząc, że ci ludzie zmienią się wreszcie pod naszym wpły¬wem. Tymczasem z każdym dniem było gorzej. Wreszcie Hugghie zrobił wymów¬kę jakiemuś Murzynowi i o mały włos nie został zabity przez zgraję rozwścieczonych bambusów. Urato¬wało go to tylko, że zbyt wielu od razu rzuciło się na niego, więc zdążyłem nadbiec w porę wydobyć go spod zwału ciał. Wtedy zaczęły się rządy silnej ręki. Należało zdecydować się na to albo porzucić plantację. To ostatnie nie było możliwe, ponieważ włożyliśmy w Berandę prawie cały kapitał. Poza tym bun¬towała się w nas duma. Wyjechaliśmy przecież z domu, żeby czegoś dokonać; wreszcie, porzucenie rozpoczętej roboty nie leżało w naszej naturze. Wałka była ciężka, gdyż jak mówiłem, Beranda miała i ma najgorszych robotników na całych wyspach. Czy pani uwierzy, że nie mogliśmy tu zwabić żadnego białego? Proponowaliśmy zarząd plantacji niemal dwustu ludziom.