Rekrutacja „skoczków”
Ostatnimi czasy John rekruto¬wał już tylko samych „skoczków". Otóż pierwsi właściciele Berandy kupowali jego rekrutów, fachową szajkę wisielców. Wszystkich na pięć lat. Rekrutujący „skoczka" ma, widzi pani, te fory, że mógłby go trzymać lat dziesięć, gdyby pozwalało prawo. Tak to kilku umarło, kilku zamordowano, niejeden odsiaduje więzienie w Tulagdze. Jankes i Niemiec przetrzebili bardzo mało terenu i prawie nic nie posadzili. Wojowali nieustannie. Jednego dozorcę zabito, jednemu ze wspólników nożem od trzciny przecięto ramię aż do kości, drugiego dwukrotnie przebito włócznią. Obaj byli okrutni, a przecież tchórzliwi. W rezultacie musieli się poddać. Zostali wypę¬dzeni, dosłownie wypędzeni przez własnych Murzynów. Wtedy plantację wraz ze zgrają „skoczków" zakupiliśmy my, biedak Hughie i ja, dwaj nowicjusze. Nie wiedzieliśmy, jak rzeczy stoją. Potem już było za późno. Pozostało przepy¬chać się jak Bóg da. Z początku popełniliśmy grzechy nieumiarkowanej dobroci. Spróbowa¬liśmy rządzić perswazją i poczciwością.