Palmy kokosowe
Odtąd Szatan nie znosił czarnoskórych, wobec czego w chwilę po jego wylądowaniu oddzia¬łek Negrów, przesadziwszy ogrodzenie, kołysał się już na czubkach palm koko¬sowych. Dzień dobry! - zawołał Sheldon z werandy. - Jakże się pani podoba tu polowanie? Myślę, .że czeka nas trudne zadanie przyzwyczajenia psa do posługaczy! I do pani wioślarzy również. Uważać, Noa-Noah! Zmykaj! Szatan, przekonawszy się, że stworzenia na drzewach są nieosiągalne, szarżo¬wał teraz całym impetem ku wielkiemu wioślarzowi z Tahiti. Noa-Noah stał jak wryty, choć z niezbyt pewną miną. Szatan, ku zdumieniu widzów, pobiegłszy obwąchał go, obejrzał roześmianymi oczyma i począł ma¬chać ogonem. Oto prawdziwy pies! - komentowała Joanna. - Pod pewnymi względa¬mi mądrzejszy nawet od pana, panie Sheldon. Nie trzeba tłumaczyć mu różnicy pomiędzy Murzynem a Tahitańczykiem. Jak myślisz, Noah? Dlaczego on nie gryzie ciebie? On wiedzieć ty z Tahiti, hę? Noa-Noah potrząsnął głową i pokazał zęby w uśmiechu. On nie wiedzieć ja z Tahiti.