Prawo słabości
Pamiętam, że pewnej niedzieli zaprosiliśmy Packarda na obiad. Właśnie podano zupę, gdy Hughie dostrzegł głowę Murzyna, wsuwającą się przez drzwi. Wyszedł do niego, zapewne po to, żeby zwymyślać za pogwałcenie praw Berandy. Każdy -Murzyn powinien bowiem przez służbę zameldować, o co mu chodzi, a nie włazić do zagrody. Tymczasem jeden z wioślarzy Packarda znalazł "się aż na werandzie. A dobrze wiedział, że nie wolno! „Jaka imię" - zapytał Hughie. „Powiedzieć biała pan, że załoga jechać dom. Załoga nie cze¬kać". Wtedy Hughie po prostu palnął go w kark i czarny ocknął się dopiero na ziemi, przekoziołkowawszy całe schody. Zbyteczna brutalność, moim zdaniem - zaprotestowała Joanna. - Białe¬go nie potraktowalibyście w ten sposób. Właśnie o to chodzi. To nie był biały. Był to Murzyn-bydlę, który rozmyśl¬nie i świadomie obraził nie tylko swego pana, ale każdego białego na Wyspach Salomona. Mnie, Hughie, Berandę wreszcie. -Niewątpliwie. Zgodnie z uznanym przez pana prawem siły... Tak - przerwał Sheldon - lecz również zgodnie z prawem słabości, któ¬re propagował Packard.